W słonecznym cieniu na drewnianym kamieniu stojąc siedziała młoda
staruszka i nic nie mówiąc rzekła - jestem bezdzietna mam czworo dzieci. Przyszedł do niej facet wysoki, lecz niskiego wzrostu, z bródką bez zarostu, a ona nic nie mówiąc odezwała się do niego:
–- Miałam ja syna mądrego, ale bardzo głupiego. Pojechał on piechota do
portu, gdzie stały trzy statki, jeden był cały, drugiego połowa, a
trzeciego wcale nie było. On wsiadł na ten, którego wcale nie było i
popłynął na bezludną wyspę, gdzie aż roiło się od białych Murzynów.
Wlazł ma gruszkę, rwał pietruszkę, leciała cebula. Przyszedł właściciel
tego banana i mówi „Złaź pan z tego kasztana, bo to nie pańska wierzba”.
Zlazł, pozbierał pomidory, a ludzie w mieście się dziwili, skąd ma
takie dorodne kalafiory.
To wszystko zostało zapisane w fałdach spódnicy prababci, która zmarła rok przed swoim urodzeniem.
Chciałam powiedzieć, że zgadzam się na analizę. :)
OdpowiedzUsuńWitajcie, mam pytanie. Co trzeba zrobić by moje opowiadanie zostało u was zanalizowane? ;)
OdpowiedzUsuńJa chcem analizę :<.
OdpowiedzUsuń